Celny opis rzeczywistości

Skuteczna kreacja przyszłości

  • Widać przyrost mocy w najmłodszej jednostce specjalnej Wojska Polskiego. W czasie swojego święta, AGAT pierwszy raz publicznie pokazał amerykańskie pojazdy, które otrzymują specjalsi z Gliwic. Praktycznie od samego początku przyglądam się jednostce AGAT. Powstaje od podstaw, ale ma w swoich szeregach doświadczonych żołnierzy, sprawdzonych na misjach na Bliskim Wschodzie, Bałkanach i Afryce. Ich zadanie to głównie wsparcie specjalsów z innych jednostek. AGAT – jako całość – nie ma doświadczeń bojowych, istnieje zaledwie kilka lat. W porównaniu z innych oddziałami Wojsk Specjalnych to słabość, ale z drugiej strony ludzie służący w Gliwicach mają szansę od podstaw zbudować sobie pozycję w armii oraz wizerunek w opinii publicznej. To zaś olbrzymia szansa, która będzie procentować na lata. Jednostka idzie w dobrym kierunku. Żołnierze znają swoje miejsce w szeregu Wojsk Specjalnych, są skromni i bardzo chętni do współpracy z innymi specjednostkami (co w naszych realiach wcale nie jest takie oczywiste).

  • Zażyłe kontakty specjalsów z Zespołu Bojowego A jednostki z Lublińca z weteranami batalionu AK „Miotła” są już normą. Żołnierze dziedziczący tradycje „Miotlarzy” odwiedzają swoich poprzedników w stolicy. To prywatne wizyty. W mieszkaniach wypełnionych pamiątkami, w których czuć klimat starej Warszawy, przy ciasteczkach i naleweczce toczą się długie dyskusje. Nie tylko o historii. W tych spotkaniach zawsze uczestniczy grupa kibiców „Legii” Warszawa. Kilka razy w roku spotkania mają uroczysty charakter.

  • Małolaty zafascynowane wojskiem, masowo lajkujące zdjęcia naszych żołnierzy, będą zawiedzione. To nie jest katalog sprzętu i podręcznik taktyki. Album Wojtka to zbiór fotografii dla dojrzałego odbiorcy. Świetne kompozycyjnie, doskonale obrobione technicznie, uzupełnione przez surowy pomysł na projekt graficzny. Całość robi wrażenie i doskonale oddaje tytułową pustkę.

  • Korzystając z zaproszenia trzynastokrotnego kierownika selekcji – majora „Zachara” oraz z przyzwolenia płk. „Druma” – dowódcy AGAT-u, miałem okazję z bliska, obserwować kurs selekcyjny do tej najmłodszej polskiej jednostki specjalnej.
    Tydzień w górach, na świeżym powietrzu, bez telefonu, komputera – kusząca propozycja. Ale… Statystyczny uczestnik selekcji był ode mnie dwa razy młodszy. Nawet kierownik tego kursu mógłby mi biegać po piwo (gdyby na selekcjach serwowano ten trunek). Gdy się rodził, ja miałem już dziesięć lat. Refleksja dotycząca różnicy wieku skłoniła znajomego kardiologa do przekazania mi kilku uwag dotyczących skutków nadmiernej, gwałtownej eksploatacji nie najmłodszego już organizmu.

  • W połowie kwietnia, w Bieszczadach, przeprowadzono kolejną selekcję do jednostki wojskowej AGAT. Wystartowało 28 ochotników. Po pięciu dniach zostało ich 18. Poniżej znajdziecie 13 porad dla zainteresowanych udziałem w kolejnych takich, tygodniowych, kursach prowadzonych w sercu Bieszczad.

  • Wczoraj do kin wszedł „Snajper” – film oparty na biografii Chrisa Kyle`a. W lipcu 2012 r. miałem okazję poznać Chrisa. Na zlecenie wydawnictwa ZNAK, które wprowadziło na polski rynek „Cel snajpera. Opowieść najbardziej niebezpiecznego snajpera w dziejach amerykańskiej armii”, zorganizowałem promocję tej książki. Na poligonie w podwarszawskim Rembertowie Chris i Taya Kyle spotkali się z komandosami z GROM-u oraz grupą dziennikarzy.

    W czasie tego spotkania wymieniliśmy się z Chrisem książkami. Na trzech „Celach snajpera” Chris złożył autografy. Egzemplarz „Dla Jarka” zostawiam na pamiątkę. Natomiast kolejną książkę z wpisem najsłynniejszego snajpera w najbliższych dniach wystawię na aukcję. Pozyskane pieniądze w całości przekażę na terapię zajęciową weteranów leczących się w Klinice Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego. Chris Kyle zginął w czasie prowadzenia terapii zajęciowej dla amerykańskich żołnierzy cierniących na PTDS. Niech więc pieniądze zebrane z licytacji jego książki pomogą w leczeniu naszych weteranów. Szczegóły już niedługo!

  • Jesienią 2014 r. miałem okazję obserwować selekcję do jednostki AGAT. Wcześniej kilku dziennikarzy maszerowało wspólnie z kandydatami. Ja miałem okazję robić to już w 2002 r. – w GROM-ie. Tym razem interesowali mnie nie kursanci, ale instruktorzy. Starałem się podpatrzyć na jakie cechy zwracają uwagę, co chcą przekazać kandydatom. Reportaż na ten temat ukazał się w lutowym numerze miesięcznika „Polska Zbrojna”. Tutaj publikuję fragmenty będące ilustrowane zdjęciami.
    Korzystając z okazji dziękuję dowódcy AGATA za umożliwienie udziału w selekcji, a selekcjonerom za pięć dni fajnej, choć wyczerpującej przygody.

  • Przez lata Cichociemni – skoczkowie spadochronowi Armii Krajowej, spotykali się w połowie lutego, z okazji rocznicy pierwszego skoku do kraju. Scenariusz zwykle był podobny: składano kwiaty pod pomnikiem na warszawskich Powązkach, modlono się w czasie mszy św. w kościele św. Jacka przy ul. Freta (gdzie znajduje się tablica poświęcona Cichociemnym), a po niej spotykano w refektarzu tego kościoła. W połowie i pod koniec lat osiemdziesiątych, kilka razy miałem okazję uczestniczyć w tych uroczystościach.

    W połowie lat osiemdziesiątych zacząłem prowadzić drużynę harcerską. Zafascynowany historią, chciałem żeby nosiła imię Cichociemnych. Po długich staraniach nawiązaliśmy kontakt z Kołem Historycznym Cichociemnych. Moi harcerze przeczytali praktycznie wszystkie, dostępne wtedy, książki na ich temat. Kilka razy jeździliśmy na zjazdy Cichociemnych. Były to poważne wyprawy, przez połowę Polski.

    Patrząc z dzisiejszej perspektywy widzę, że wtedy trudniej było drużynie harcerskiej, złożonej z kilkunastu nastolatków otrzymać przyzwolenie na noszenie imienia wymarzonego patrona, niż obecnie przejąć tradycje historycznej formacji przez współczesną jednostkę Wojska Polskiego.

  • 235 zawodników musiało pokonać trasę długości 21,9 km wytyczoną po terenie ćwiczeń taktycznych. Najszybszy pokonał ją w godzinę 31 min 25 s. W tym roku trasa była wyjątkowo trudna technicznie , pokryta zmrożonym śniegiem zmuszała biegaczy do szczególnego wysiłku.
    Każdy z zawodników musiał przestrzegać „kodu mundurowego”. Miał więc cholewki butów o wysokości przynajmniej 8 cali i dziesięciokilogramowy plecak o wymiarach 45 na 30 cm.
    CreatioPR kolejny już raz było jednym z patronów tej imprezy.

  • Podobno aż tysiąc rekonstruktorów zjechało się w ostatni weekend września do Niepołomic. „Podobno”, ponieważ w komplecie nie udało się ich zebrać na żadnej zbiórce. Trzeba więc wierzyć w szacunki organizatorów. A impreza była bardzo ciekawa. Dziękuje Michałowi „Bardowi” za zaproszenie.