W bagnach zobaczyli największe występujące w Polsce pająki oraz mocno rozłożone zwłoki. Przenieśli ponad 4 tony podków. Rozdali 1,8 tys. porcji grochówki, 180 chlebów i 4,5 tys. litrów płynów. Przepracowali ponad 3 tys. roboczogodzin. Mowa o ok. 180 ludziach, którzy dla ponad 1200 zawodników zorganizowali XII edycję bardzo fajnej imprezy. To Superkatorżnicy. Warto się im ukłonić, gdy w przyszłym roku wejdziecie do biura zawodów XIII Biegu Katorżnika.


Większość uczestników chwali Bieg Katorżnika. Świetnie. Trzeba jednak pamiętać, że nic samo się nie zrobi. Dlatego rozłóżmy na czynniki pierwsze organizację tego przedsięwzięcia. Żeby się udało, trzeba mieć zasoby do organizacji i chętnych do uczestnictwa. Zacznijmy od tej drugiej grupy, bo bez niej nawet najlepsza praca pierwszej nie miałaby większego sensu.

k11

Wytyczanie trasy, czyli praca dla najtwardszych wśród superkatorżników. Robota była tak ciężka, że ze zmęczenia nawet zdjęcia wychodziły nieostre.

Wielu biegaczy z krótszym wyprzedzeniem planuje własny ślub, niż udział w Katorżniku. Zapisy ogłasza się bowiem na początku stycznia, czyli 8 miesięcy przed imprezą. Ale miejsca wyczerpują się błyskawicznie. W tym roku 1 tys. pakietów rozpłynęło się w 5 min.

Gdy już mamy chętnych do startu, to trzeba zachęcić tych, co mają bieg przygotować. Tym zajmuje się Dyrektor Biegu, który jest jak ojciec najlepszy. Wyrozumiały, a jednocześnie wymagający. Wyrozumiały – jak to (dosłownie) ojciec – dla Prezesa WKB Meta, wymagający dla pozostałych.

k12

Krystian Świerc to on zagwarantował biegaczom emocje najwyższych lotów.

Organizatorzy to w sumie ok. 180 osób: działaczy WKB Meta, żołnierzy Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca i 5 Pułku Chemicznego z Tarnowskich Gór, strażaków z jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych w Lublińcu, Solarni i Potępie, wolontariuszy, medyków, leśników oraz 5 więźniów z Zakładu Karnego w Sierakowie Śląskim.

Najbardziej odpowiedzialne, a jednocześnie cieszące się średnim zainteresowaniem jest wytyczanie trasy. To zadanie wymaga ludzi o żelaznych nerwach. Wystarczy wyobrazić sobie, że zapuszczają się w bagna, w których od roku (czyli od poprzedniej edycji Biegu Katorżnika) wygłodniałe pijawki nie czuły smaku ludzkiej krwi. Przedzierając się przez błotne ostępy, zakłócają czas spokojnie żyjącym na mokradłach osom. Naruszają też terytoria – ostatnio licznie rozmnażających się – zaskrońców. Te węże nie są zagrożeniem dla człowieka, ale widok płynącej anakondy, w wydaniu lublinieckim, działa na wyobraźnię. Szczególnie jeśli taki stwór porusza się w błocie i widać tylko wijące się, oblepione czarną mazią ciało z niewielkimi oczkami.

k13

Wytyczanie trasy zajeło 4 dni.

Tu pozwolę sobie na dygresję: już w czasie biegu takiego niewielkiego stwora zobaczyła biegnąca przede mną panna Magdalena. Gad zrobił na niej tak duże wrażenie, że nerwowe krzyki usłyszeć można było w promieniu co najmniej kilkuset metrów. Reakcja biegaczki była absolutnie nieprofesjonalna. Wrzeszczenie na węża nie ma bowiem większego sensu – nie mają uszu.

Trasę wytyczało 9 ludzi. Zespołem kierował uczestnik wszystkich biegów Krystian Świerc. Współpracowali z nim: Bartłomiej Maszewski (trasę robił 4 raz), Bartosz Florczak, Michał Kołodko i Kamil Kajuk (ta czwórka zajmuje się tym od 2 lat) oraz 5 odsiadujących wyroki w więzieniu w Sierakowie Śląskim. Praca zajęła im 4 dni. Budowniczowie zużyli kilkaset rolek biało-czerwonej taśmy o łącznej długości 32 km oraz 200 m liny.

k15

Do budowy zużyto 32 km taśmy oraz 200 m liny.

Traserzy mieli okazję zobaczyć największe występujące w Polsce pająki – bagniki. Ich rozmiary dochodzą do 7 centymetrów, biegają po powierzchni wody, sprawnie nurkują, żywią się nawet małymi żabami. Każdy, kto uważa, że pająki nie robią na nim wrażenia powinien w ciszy (podczas biegu pająki kryją się przed hałasem) przemaszerować przez lublinieckie bagna i zapoznać się z Dolomedes fimbriatus.

W tym roku ludzie z ekipy wytyczającej trasę zauważyli w bagnach zwłoki w znacznym stopniu rozkładu. Tułów był takich rozmiarów, że przypominał człowieka. Samobójstwo wykluczono od razu (kto żegnając z życiem pchałby się w taki teren?), zabójstwo również (z takich samych powodów). Jednak bliższy kontakt z truchłem wykluczył, że to jakiś zaginiony, ale niezauważony przez organizatorów, uczestnik poprzedniej edycji Katorżnika. Wskazywały na to krótkie nóżki, a przede wszystkim ryj. Dzięki temu najbardziej podejrzliwi przekonali się, że to doczesne szczątki dzikiej świni.

k18

Biegacze szacowali długość trasy od 11 do 14 km, ale oficjalnie XII edycja Katorżnika liczyła 12 km.

Biegacze powinni wiedzieć, że nikt nie czyścił trasy. Wyraźny szlak jest efektem wysiłku 100 ludzi startujących o godz. 10.00. To oni wydeptywali drogę.

Oficjalna długość trasy to 12 km, choć niektórzy biegacze, korzystających z własnych giepeesów i aplikacji Endomondo doliczali się od 11 do nawet 14 km.

Ciąg dalszy w drugiej części relacji. Już niedługo na stronie.

Fot. Oficjalny fanpage Biegu Katorżnika